Recenzja książki Anny Ikeda " Życie Jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji"




Pięknie wydana. Papier z charakterem, w kolorze (japońskiej) herbaty z mlekiem, twarda oprawa i ciekawie zaprojektowana okładka sprawiają, że czuję, jakby tę książkę czytały już wcześniej pokolenia czytelników. Książka z historią. Zapach świeżej farby drukarskiej przypomina jednak o tym, że to pozycja prosto z drukarni.

Anna Ikeda już we wstępie do "Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji" wywołuje uśmiech. Lekka ironia jej opisów tego, co w książce będzie można znaleźć, sprawia, że chcę z autorką przejść na Ty. Następnie skupiam się na kolorowych zdjęciach (fotografem jest autorka), ciekawych, niesztampowych i występujących w wielkiej ilości, co dla mnie zawsze jest plusem.

Na japońskiej prowincji życie toczy się spokojnym rytmem, wybijanym rytualnymi bębnami shintoistycznych świątyń i...perkusji frankofilskiej dyrektor w przedszkolu buddyjskim.
Są tu podgrzewane wanny ale w łazienkowych rurach, w zimie, o poranku, możemy zastać jedynie lód. Podaje się i przyjmuje wszystko tylko dwoma rękoma naraz, dziękuje za prezenty co najmniej kwadrans a w świątyniach klaszcze się i obraca w kółko. Dziwne zwyczaje? Być może ale książka ta, pokazując obyczajowe różnice pomiędzy Wschodem i Zachodem sprawia, że tak naprawdę zaczynają się one zacierać. Widzę w Japończykach nas (Polaków, Europejczyków) samych, sąsiadów czy najbliższą rodzinę. Tak naprawdę ich świat nie odbiega wiele od naszego. Różnimy się kolorem włosów i zbiorem tradycji i zasad. Reszta zostaje podobna.


Autorka obchodzi się z japońską codziennością, albo raczej ze swoimi codziennymi zajęciami w Japonii, całkiem normalnie. Nie ma tu zachwytów nad wyższością starożytnej kultury nad tradycjami innych kultur. Stereotypy dotyczące kraju kwitnącej wiśni Anna Ikeda chowa głęboko do kieszeni a z drugiej wyciąga humorystyczny i lekko sarkastyczny opis zdarzeń zwyczajnego życia. Co prawda jest to życie na innym kontynencie, tysiące kilometrów od Europy, w kraju, którego pismo określa się mianem "krzaczków", ale styl, jakim posługuje się autorka sprawia, że zupełnie tego nie odczuwamy.

Autorka opisuje życie w egzotycznej Japonii, skupiając się na zwyczajnych sprawach - praca, święta, zaskakujące wycieczki, pokonywanie własnych ograniczeń, nieporozumienia z teściową, spotkania z przyjaciółką - przez co sprawia, że czuję, że mogłabym tam zamieszkać. Nie twierdzę, że chcę. Ale mogłabym o tym pomyśleć. Dzięki tej książce Japonia nie wydaje mi się już tylko odległą krainą gejsz, smoków, mangi i feng shui. Stała się bardziej swojska.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Kobieta z Magdalii



Komentarze