facebook

Kobietnik

"Willow" - recenzja

11:30



Kolejna saga autorstwa Virginii C. Andrews zapewne powtórzy sukces poprzedniej. Losy czworga rodzeństwa zamkniętego przez bogobojną babkę na strychu dla wielu czytelniczek stała się pozycją kultową i z niecierpliwością czekały one na kolejne tomy tej opowieści. Zdaje się wydanie ostatniej części przeciągało się, zatem czytelnicze oczekiwania były rozpalone do granic wytrzymałości;)

Podobnie jak w przypadku historii zapoczątkowanej przez "Kwiaty na poddaszu", teraz też wierni fani twórczości pisarki będą mieli okazję poznać kilka pokoleń rodziny De Beers, wielu jej członków, rozmaite powiązania. Kolejne tomy przenoszą nacisk z tytułowej postaci pierwszego tomu na jej córkę, potem mamy okazję zetknąć się z wspomnieniami ojca Willow Claude'a.

Jeśli jesteście wielbicielami twórczości Virginii C. Andrews, to ta książka zapoczątkowująca nową serię, na pewno Was nie zawiedzie. Znajdziecie tu poplątane rodzinne relacje, wątek romansowy, szczegółowe opisy wnętrz, strojów, posiłków... Jeśli dodamy do tego fakt, iż gros wydarzeń dzieje się w ociekającym luksusem miejscu - w Palm Beach, gdzie problemem bywa niesatysfakcjonujący wybór zakąsek czy win w restauracji, w której ktoś postanowił zjeść posiłek, to możemy sobie wyobrazić tematy, styl, formę tej pozycji. 

Choć jest dość opasła, to jej akcja to zaledwie nieco ponad dwa tygodnie. Ale dzieje się sporo - Willow dowiaduje się o złym stanie zdrowia ojca. Studentka jak najprędzej wraca do domu, a właściwie - jak najszybciej próbuje dotrzeć do szpitala. "Spóźnia się" raptem o dwadzieścia minut... Lecz zmarły ojciec przekazuje jej jeszcze wiele wiadomości, rad, wskazówek - u prawnika zdeponował list, który wyjaśnia pewną tajemnicę z przeszłości... 

Rodzinny sekret sprawia, że Willow postanawia na razie nie kontynuować studiów, wyjeżdża na Florydę, by skonfrontować to, co wyczytała w papierach ojca z rzeczywistością. Wpada w świat bardzo odległy od jej codzienności, spotyka ludzi o zupełnie odmiennych priorytetach. Niedawno porzucona przez chłopaka odnajduje w nowo poznanym prawniku bratnią duszę i obiekt gorących uczuć... 

Wprawdzie nawet oceny fanów odnośnie tej pozycji są różne - bo od zachwytu do wielkiego rozczarowania, to niewykluczone, że wielbicielom takich klimatów przypadnie ona do gustu. 

Katarzyna


"Willow"
Autor: Virginia C. Andrews
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Liczba stron: 464
Format: 12,5x18,7 cm
ISBN: 978-83-8097-032-8



Read On 0 komentarze

"Druga strona miasta" - recenzja

10:30



Kolejna książka Wydawnictwa Prószyński i S-ka poruszająca temat adopcji - ale w porównaniu z wcześniej czytaną przeze mnie pozycją - też przyznajmy pełną tajemnic, o skomplikowanej fabule, nieco mrocznej, ta książka spodoba się wielbicielom naprawdę mocnych wrażeń, pogmatwanych relacji, kryminalnych historii, których zakończenie zaskakuje, a przebieg akcji cały czas trzyma w napięciu.

Zresztą kwestia adopcji to tylko jeden z tematów, bo prócz tej sprawy poznajemy nieco kulisy pracy w teatrze, tajniki sesji psychologicznych, skomplikowane związki rodzinne bardzo majętnej familii Orłowiczów, ale też troski i problemy zwykłych warszawiaków, choć oczywiście sprawa podstawowa to morderstwo cenionej aktorki Luizy Orłowicz i śledztwo mające doprowadzić do ujęcia winnego. 

Tajemnicza zbrodnia wydarza się w dniu premiery kolejnej sztuki, w której miała grać główną rolę. A choć ciało znalezione zostało w domu, to strój, peruka i poza ofiary przywołują teatralne skojarzenia - i to piętno teatru odciśnie się na wielu zdarzeniach, które dane nam jest śledzić na kolejnych stronach debiutanckiej powieści Karoliny Szewczykowskiej. Podejrzani to najbliższe osoby denatki - jej ojciec, brat, mąż. Pojawia się też kilka tropów prowadzących do osób z ich otoczenia - wspólnicy w interesach, lekarz, który także w sieć biznesowych powiązań firmy farmaceutycznej prowadzonej przez nestora rodziny jest wplątany. Wszyscy oni zdają się odgrywać swoje role, kreują w swych wypowiedziach świat idealny,  bliskie relacje z nieżyjącą, dobre kontakty, brak problemów. 

W "Drugiej stronie miasta" mamy możliwość poznać różne punkty widzenia, bo prowadzona wielowątkowo fabuła pozwala na oddanie głosu podejrzanym, osobom z nimi związanym, no i rzecz jasna prowadzącemu śledztwo prokuratorowi Zawadzkiemu oraz jego nieoczekiwanemu współpracownikowi - Modestowi Tokajowi. Niegdyś łączyły ich bliskie relacje, ale pewne tajemnicze zdarzenia sprawiły, że ceniony policjant porzucił służbę. Wówczas zaważyły względy rodzinne - a teraz ten sam powód sprawia, że Tokaj musi znów zaangażować się w policyjne dochodzenie. 

Nie tylko sprawa morderstwa Luizy Orłowicz będzie tematem "Drugiej strony miasta": można powiedzieć, że jedna śmierć pociąga kolejne, bo chyba nie jest przypadkiem, że osoby z rodziny czy z otoczenia nieżyjącej aktorki także znajdywane są martwe. Na jaw wychodzą tajemnicze zdarzenia z przeszłości, które gmatwają śledztwo, ale przecież sukcesywnie posuwa się ono naprzód, zatem obraz wzajemnych powiązań bohaterów staje się coraz pełniejszy. Czytelnik zdaje się wiedzieć nieco więcej, bo współcześnie rozgrywające się zdarzenia przeplatana są wspomnieniami Luizy Orłowicz sprzed roku, z jej sesji terapeutycznych, które miały na celu odtworzenie wypartych, zapomnianych wydarzeń z lat wczesnej młodości. Jednak ta bogatsza wiedza jest pozorna - autorka tak potrafi prowadzić akcję, że choć daje wyraźne sygnały dotyczące prawdziwej wersji zdarzeń, to dopiero zbliżając się do końca książki dostrzec można ich sens i znaczenie. 

W powieści zastosowany został podobny zabieg to znanych z innych kryminałów - poznajemy bliżej także postaci prowadzących dochodzenie, ich problemy, rodzinne relacje, przeszłość i plany na przyszłość. 

Bogactwo wątków imponuje, mroczna historia z przeszłości w końcu wychodzi na światło dzienne i pokazuje, że nasze czyny, choć przebrzmiałe, nie mijają całkowicie. Pewnych spraw nie da się naprawić, a uczucia z nimi się wiążące nie przemijają i po długim nawet czasie potrafią dojść do głosu...

Polecam
Katarzyna


"Druga strona miasta"
Autor: Karolina Szewczykowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Liczba stron: 520
Format: 12,5 x 19,5 cm
ISBN: 978-83-8097-036-6



Read On 0 komentarze

"Jak gdybyś tańczyła" - recenzja

20:00




Czasem wydaje się, że los stawia nas w jakiejś sytuacji bliźniaczo podobnej do tego, co już się niegdyś zdarzyło, po to byśmy mogli nasze ówczesne uczucia przepracować, może coś naprawić, spojrzeć inaczej na naszą przeszłość i wyciągnąć z niej lekcję.

Tak właśnie rzecz się ma w przypadku Molly. Dotknęła ją wielka tragedia - straciła upragnioną córeczkę. Ciążowe komplikacje sprawiły, że Molly i jej mąż nie doczekali się dziecka, konieczne okazało się też wykonanie histerektomii. Marzenie o stworzeniu rodziny nie zgasło, a dobrym wyjściem wydaje się być otwarta adopcja. Szczególnie entuzjastycznie podchodzi do tego pomysłu Aidan, mąż Molly. Ona sama ma jednak wątpliwości...

Otwarta adopcja, czyli ścisłe związki rodziny adopcyjnej i biologicznej, przekazywanie informacji, zdjęć, czasem wspólne spędzanie czasu wydaje się być korzystnym rozwiązaniem dla dziecka. Jednak Molly boi się, że biologiczna matka będzie swego rodzaju zagrożeniem w budowaniu relacji z pociechą. I nie są to tylko wyimaginowane obawy - kobieta ma bardzo podobne doświadczenia z własnego dzieciństwa: wychowywała się w domu ojca i jego żony, która zgodziła się na takie rozwiązanie, a biologiczna matka mieszkała nieopodal, w domu należącym do dość majętnej rodziny taty.

Nic dziwnego zatem, że wzajemne relacje wszystkich tych osób, włączając w to dość liczną rodzinę ojca, były nieco zagmatwane, nie zawsze układały się bezproblemowo, a niektóre aspekty tej sprawy doprowadzały do konfliktów.

Główną bohaterkę poznajemy w momencie, gdy wraz z mężem decydują się przystąpić do programu otwartej adopcji, zastanawiają się jak się zaprezentować, by zjednać sobie biologiczną mamę dziecka, wyszukują zdjęcia... Te działania powodują, że Molly wraca myślami do lat dzieciństwa, do szczególnego lata, które zaważyło na jej dalszych relacjach z rodziną, a właściwie do ich całkowitego braku...

Gdy miała czternaście lat, fascynację młodzieżowymi idolami zastąpiło u niej zadurzenie w koledze: lato spędzone w domu okazało się czasem małego buntu, doświadczania wielu nowych rzeczy, choć nie zapomniała o rodzinie: jej chory na stwardnienie rozsiane ojciec mógł liczyć na jej pomoc w pisaniu książki (dyktował tekst córce) oraz na udział w promocji poprzedniej publikacji. Co więcej - Molly realizuje rozmaite pomysły, by egzystencja ojca była bardziej radosna. Ma wrażenie, że jej działania odnoszą pożądany efekt. I gdy wydaje się, że największym problemem familii jest fakt, iż wuj nalega na sprzedaż rodzinnej ziemi pod budowę osiedla, ojciec Molly umiera... Dziewczyna jest w szoku, ale nie wierzy w naturalne przyczyny - podejrzewa matkę o popełnienie zbrodni, właściwie jest pewna, że tak właśnie się stało, dlatego też zrywa wszelkie kontakty z bliskimi.

Te informacje poznajemy już na początku, choć autorka nie zdradza, którą matkę Molly ma na myśli. Relacje między bohaterami są skomplikowane, a kolejne fakty, które wychodzą na jaw, sprawiają, że opowieść wciąga czytelnika jeszcze bardziej. Przeplatanie się planów czasowych sprawia, że emocjonują nas jednakowo i wydarzenia z przeszłości Molly, i jej obecne starania w kierunku finalizacji sprawy otwartej adopcji. 

Autorka potrafi przykuć uwagę czytelnika, przedstawić swoich bohaterów w sposób, który sprawia, że ich losy szybko stają się dla nas ważne. Przyznam, że musiałam porzucić bohaterkę na ponad pół dnia i zanim wróciłam do lektury, to sytuacja, w której ją zostawiłam, wciąż tkwiła w mojej pamięci i motywowała do znalezienia czasu na poznanie dalszej części tej opowieści. 

Podziękowania, które kończą tę pozycję, świadczą dobitnie o tym, że autorka przeprowadziła wnikliwy research, zatem przekazywana historia tworzy spójną, przekonującą całość, a liczba poruszonych tematów imponuje: problemy ludzi niepełnosprawnych, otwarta adopcja, ciąże nastolatek, młodzieżowe fascynacje idolami, młodzieńczy bunt i dojrzewanie, relacje między ludźmi o różnym kolorze skóry, traktowanie osób mających w przeszłości pewne incydenty związane z leczeniem psychiatrycznym... (A z pewnością nie wymieniłam wszystkich tematów!)
Wielowarstwowa, wciągająca powieść, do przeczytania, ale i przemyślenia - kolejna świetna pozycja w dorobku autorki.
Polecam
Katarzyna


"Jak gdybyś tańczyła"
Autor: Diane Chamberlain
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Liczba stron: 504
Format: 13x20 cm
ISBN: 978-83-8097-034-2



Read On 0 komentarze

"Świat Ruty" - recenzja

17:50



Okładka przywodzi na myśl letni, upalny dzień - ale nie spodziewajmy się takiej lekkiej opowieści po rzucie oka na zdjęcie odwróconej do nas plecami kobiety. To bardzo istotny szczegół - bo bohaterka jawi się jako osoba tajemnicza, wielowymiarowa, zagadkowa. Dziwi to tym bardziej, że w niewielkim miasteczku, które stanowi scenerię współczesnych wydarzeń, właściwie wszyscy się znają, każdy sekret błyskawicznie staje się wiadomością przekazywaną z ust do ust i nic nie umknie uwadze wścibskich czy ciekawskich, których nie braknie wśród nas...

Ale są też i tacy, którzy trzymają się na uboczu, żyją własnymi sprawami, we własnym świecie, nie pozwalają postronnym zbyt mocno wniknąć w swoje życie, a przyjaźnią się z podobnymi sobie. I choć na pozór nie wadzą innym, to ta osobność, odmienność bywa solą w oku, pożywką dla plotek, zarzewiem tragedii...

Iwona Żytkowiak swoją najnowszą powieścią wpisuje się w nurt historii będących swego rodzaju sagą rodzinną (choć tu owe rodziny są bardzo okrojone, mało liczebne), ale chociaż to kolejna książka kładąca pomost między współczesnością a dramatycznymi latami wojny i powojennej rzeczywistości, to nie można jej odmówić oryginalności, więc choć mamy tu w pewnym stopniu znany schemat, to jego twórcza realizacja każe zaliczyć tę pozycję do ciekawych, poruszających i zapadających w pamięć opowieści.

Główna postać to tytułowa Ruta, ale nie tylko losy tej wyróżniającej się spośród małomiasteczkowej społeczności kobiety-dziewczyny, niebanalnie ubierającej się artystycznej duszy będą nas zajmowały: poznamy niełatwą historię jej rodziców, ich chlebodawczyni, znachorki-zielarki, która nieraz ratowała zagubionych młodych z opresji... Ale zaczyna się wszystko współcześnie - i równie dramatycznie - bo wypadkiem drogowym. Chwila nieuwagi, mgła - powodów jest wiele - ale skutek tragiczny: Ruta potrącona przez jadącą do pracy nauczycielkę, Irenę, trafia do szpitala, a choć na pozór wszystkie parametry życiowe są w normie, to poszkodowana nie odzyskuje świadomości.

I tu zaczyna się ciekawy zabieg zastosowany przez autorkę - minione zdarzenia z lat dzieciństwa Ruty, ale też wcześniejsze - sprzed jej narodzin poznajemy dzięki onirycznym wizjom snutym przez nieprzytomną kobietę.

Przy łóżku chorej są i jej rodzice - milczący, jakby zasłuchani w to, co się z córką dzieje, wyłapujący najdrobniejsze jej reakcje, próbujący dzięki wiedzy przekazanej przez Wiktę-znachorkę, obudzić córkę.

Każda z tych czterech postaci - Irena, która prowadziła auto, Ruta leżąca w szpitalnym łóżku, jej rodzice - Anzelm i Estera - snuje własną opowieść, są wspomnienia, reminiscencje, z tych kawałków historii tworzy się spójna narracja, pokazująca i dramatyczne wojenne losy osób "na pograniczu" nacji, Niemców sympatyzujących z Polakami, Żydów, Cyganów. Widzimy ostracyzm i wrogość, brak zrozumienia, bolesne zdarzenia, które choć dawno minione, nie dają o sobie zapomnieć. Współczesny wątek to dramat opuszczonej kobiety, której mąż nagle stwierdza, że nic już ich nie łączy i zostawia ją dla młodszej. Obie płaszczyzny czasowe zostały ciekawie splecione, a sama historia niebanalnie przedstawiona, wciąga, porusza, przejmuje...

Polecam
Katarzyna

Autor: Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 296 
Format: 125mm x 195mm
ISBN: 978-83-8069-464-4









Read On 0 komentarze

Belriso - łap ten smak!:)

18:45



Ryż uwielbiałam od zawsze - choć przyznaję, że najchętniej w wersji pikantnej, najlepiej jako składnik zapiekanki. Dziś także chętni robię to danie, ale nie tak często jak bym chciała... Powód? Oczywisty dla wielu rodziców - dziecię kręci nosem;) U mnie ryż jest na pierwszym miejscu, u córki - na ostatnim. Jej "bezbłędna" prośba - "Nałóż mi zapiekanki, tylko bez ryżu!":P 

Nic więc dziwnego, że deser taki jak ryż na mleku musiał podbić moje serce, trafić w mój gust. Spróbowałam go... Ha, nie pamiętam, jak dawno temu;) Pewnie wówczas, gdy się ten smakołyk pojawił w sklepach, bo kojarzę wiele miłych chwil z tym deserem:) i wiele radości, gdy pojawiały się nowe smaki! 

Osoby oszczędne zapytają: dlaczego nie zrobić samemu?! Ba, gdyby to było takie proste...;) Rzeczywiście, można ugotować ryż na mleku, ale nie zawsze to mleko jest w lodówce (bo produktu typu UHT nie pijamy), po drugie - trzeba trochę czasu. Trudno też wycyrklować z porcją;) - zawsze mi "wychodzi" trochę za dużo, a jako że córki nie są amatorkami, to muszę jeść sama, no bo wiadomo, szkoda...;) No i wreszcie powód najważniejszy - jednak Belriso zupełnie inaczej smakuje;) - inne dodatki, inna konsystencja, nawet zapach! Ryż na mleku to oczywiście dobre, pożywne danie, ale Belriso można się delektować, rozkoszować, zachwycić!

Nie wiem, czy mnie pamięć nie myli, ale jako pierwszy kupiłam deser czekoladowy, potem waniliowy, truskawkowy. Potem pojawiły się kolejne - malina, karmel, mleczny... Firma Zott nie spoczywa na laurach!;) Jeśli zajrzycie do sklepu, znajdziecie sześć nowych smaków Belriso! Wśród nich wyrafinowane połączenia, propozycje do podania na ciepło po podgrzaniu w mikrofalówce, przepyszna Krówka i genialny "Winter", pod którą to tajemniczą nazwą kryje się deser o smaku ponczu owocowego z rumową nutą. 

Pokochałam smak Choco Cherry, bardzo posmakowało mi też Pieczone jabłko, mąż uwielbia Krówkę na równi z Choco Strawberry, wspólna fascynacja to Winter (wyjątkowy aromat). Przyznam, że każdy, kto spróbował Belriso, reaguje entuzjastycznie i bardzo pozytywnie: nawet ci, którzy jako traumę wspominają przedszkolne śniadania, doceniają ten smak. Koleżanka - typ Zosi-Samosi, zwolenniczka poglądu, że ryż na mleku można przecież samemu zrobić, stwierdziła, że to jednak zupełnie coś innego;) Druga - typ "wyrafinowana", była zdania, że to dość banalna propozycja... Ale namówiona na degustację, zmieniła zdanie;) Taki właśnie jest ten deser - urzekająco pyszny, zniewalająco rozkoszny, sprawia, że wyskrobuje się go z pieczołowitością z pojemniczka;) No i może być zawsze pod ręką, kiedy mamy ochotę na chwilę przyjemności:)

Katarzyna







Read On 0 komentarze

Olśniewać śnieżnobiałym uśmiechem...:)

12:35


 Sąsiad opowiada malowniczo o swej córce, której udało się zrazić do siebie niemal wszystkich dentystów, bo protestuje żywiołowo i energicznie przeciw wszelkim próbom choćby obejrzenia uzębienia;) Historie zabawne, choć z pewnością rodzicom do śmiechu nie jest, gdy kolejne podejście kończy się fiaskiem, bo i tym razem, mimo wcześniejszych obietnic córki, nie pozwoliła ona nawet na kontrolę stanu zębów... O tym, że trzeba o nie dbać, wiedzą wszyscy, ale zdarza się tak, że mimo iż nie stronimy od wizyt u stomatologa, wszelkie zabiegy higieniczne wykonujemy skrupulatnie i starannie, to nie jesteśmy zadowoleni z naszego uśmiechu, który - jak to się mówi - ma nam zjednywać sympatię otoczenia. 

Jestem doskonałym przykładem takiej osoby;) Zawsze dziwiły mnie słowa koleżanek: "Robię sobie Dzień Dziecka, nie myję zębów" czy sytuacja, gdy ktoś latami unika wizyty w gabinecie dentystycznym - naprawdę byłam bardzo zdyscyplinowana w tym względzie, ale moje zęby nie zachwycały - były żółte - jak to się potocznie określa - i choć nie najgorszy mam zgryz, to nie miałam ochoty się uśmiechać. 

W zamierzchłej przeszłości wypróbowałam wszelkie polecane "domowe sposoby" na wybielenie zębów - nie będę przywoływać już tych okropności, które nie dawały żadnych pozytywnych efektów. To było w czasach, gdy pasty miały po prostu myć, a aspekt wybielania jeszcze się nikomu nie śnił;) Ale gdy na rynku pojawiły się produkty tego typu, zaczęłam je nabywać hurtowo;) - jednak każda nowinka okazywała się nie do końca tym, o co chodziło (nawet ta legendarna pasta czerwonego lub jak mawiają inni - malinowego koloru...)

Nie ukrywajmy - od tamtych doświadczeń minęło sporo czasu, na co dzień używałam pasty gwarantującej wybielanie, to pogodziłam się z faktem, że pewne sytuacje są niezmienne... Ale będzie happy end!:) Pasta paście nierówna, zatem nie warto ustawać w poszukiwaniach, a najlepiej - wypróbować, jak działa Blend-a-Med 3D White Luxe Perfection oraz produkt tej firmy przyspieszający pojawianie się oczekiwanych efektów - Blend-a-Med 3D White Luxe Whitening Accelerator! 

Można powiedzieć, że mycie dwa razy dłużej - bo przecież to dwa produkty - musi dawać efekty;) Można też wykręcać się, że to zbyt długo... Dla tych, co machają szczotką około piętnastu-dwudziestu sekund, użycie dwóch preparatów może być faktycznie zatrważająco długie;) Ale pomyślcie sami - rekompensatą za ten czas będzie piękna biel zębów! A na dodatek - mogę się założyć - efekty zobaczycie niemal od razu! 

Wyznam, że już po pierwszym umyciu zauważyłam pozytywną zmianę! Naprawdę nie trzeba długo czekać, można nie zbroić się w cierpliwość;), bo widać zaraz, gołym okiem, że zęby są bielsze, osad usunięty, powierzchnia zębów gładsza, no i od razu chce się uśmiechać! 

Dlaczego warto wybrać tę pastę? Bo działa - co zostało potwierdzone badaniami klinicznymi: usuwa 100% przebarwień, a do tego zapewnia długotrwałą warstwę chroniącą przed nowymi przebarwieniami. Blend-a-Med 3D White Luxe Whitening Accelerator - jak sama nazwa wskazuje - daje dodatkowego kopa;), by niecierpliwi mogli już, teraz, zaraz cieszyć się efektami:) Podczas mycia produkt dociera nawet w miejsca niedostępne dla szczoteczki, przyspiesza usuwanie przebarwień powierzchniowych, dzięki niemu zyskujemy potrójnie: biel zębów na dłużej, ochronę przed nowymi przebarwieniami oraz ochronę szkliwa! A do tego ma waniliowy smak;) 

Na koniec gorące i dramatyczne pytanie: "Ale czy zdążę do świąt zyskać taki piękny uśmiech, jak prezentuje na zdjęciu Shakira?!" Tak, nie ma wątpliwości! 

Polecam:)
Katarzyna











Read On 0 komentarze

Obserwuj Kobietnik

Kliknij w obrazek a przejdziesz na naszą drugą stronę :)

Kliknij w obrazek a przejdziesz na naszą drugą stronę :)
Recenzje literatury dla dzieci i młodzieży

Statystyki wejść

Page Rank

Pozycjonowanie
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Warte uwagi

Blog Kobiety z Magdalii :)

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Kobietnik patronem medlilnym

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *