facebook

Kobietnik

Lenor Unstoppables - małe, praktyczne, zniewalająco pachnące:)

22:55


 - To nowe perfumy? - tak spytała Młodsza, która mimo że jest przedszkolakiem, to interesuje się ogólnie rzecz ujmując życiem, więc i takie kwestie ją zajmują;) - Wychodzisz gdzieś? - indagowała dalej.
Nie były to perfumy i nigdzie nie wychodziłam. Na pierwszy rzut oka widać było, że strój mój jest wybitnie domowy, prawdopodobnie jednak zapach tak oszołomił Młodszą, że na takie niuanse nie zwróciła uwagi;) Po prostu włożyłam bluzę, którą uprałam w ostatnio używanym proszku, ale z dodatkiem kapsułek zapachowych...:) 

Jakiż to zapach? Niezwykle przyjemny! Weszłam w jego posiadanie jako jedna z czterech tysięcy Ambasadorek - i przyznam, że wypróbowanie produktu to klucz do polubienia, docenienia. Ileż razy widziałam reklamę perełek zapachowych? Sporo, dokładnej liczby nie podam, ale sama reklama nie zawsze i nie każdego przekona. Bardziej skłonna jestem dać się przekonać osobie, która użyła, doświadczyła "na własnej skórze" zalet i wad (o ile takie są;)), wypróbowała i poleca. A naprawdę warto mieć na uwadze ten produkt, jeśli zależy nam na świeżym, "miłym dla nosa" zapachu prania, który dodatkowo długo pozostanie na naszych ubraniach, pościeli czy ręcznikach. 

Miły zapach czuć już po otwarciu opakowania i wcale nie trzeba się "wwąchiwać";) Jest dość intensywny, a w zestawieniu z jaskrawym kolorem perełek może budzić obawy o sztuczność końcowego efektu czy też o to, że będzie on zbyt mocny. Ale czy świeżość może być przesadna?;) Zdecydowanie nie! Dlatego też bez obaw zastosujmy sugerowaną dawkę produktu, czyli jedną nakrętkę. Jak podaje producent, nawet trzy nakrętki wsypane jednorazowo nie będą miały negatywnego wpływu na ubrania. 

Pierwsze pranie chwilę poleżało, zanim doczekało się złożenia i posegregowania. Ale gdy weszłam do pokoju, w którym je położyłam, wrażenie było zdumiewające! Pachniało świeżo, intensywnie, ale nienachalnie. Być może niektórzy lubią składać pranie, dla mnie to jedna z mniej lubianych czynności (zaraz po myciu okien...), a tym razem były to naprawdę miłe chwile:)

Sympatycznym aspektem związanym ze stosowaniem perełek jest dozowanie - napełniamy nakrętkę, wsypujemy je bezpośrednio do bębna - i gotowe! Trzeba się bardzo postarać, by je rozsypać;) W porównaniu z płynami, które odmierzamy nalewając do nakrętki (a potem cieknie z niej, butelka się lepi...), kapsułki są bardzo praktycznym rozwiązaniem.

Ciągnąc wywód o ich zaletach warto dodać, że producent zapewnia, iż sprawdzą się w przypadku prania każdego rodzaju tkanin, można je stosować z ulubionym płynem do płukania, a najmilszy aspekt to zapach, który utrzymuje się wprost niewiarygodnie długo!:) (I znów gwarancja producenta - 12 tygodni świeżości w przypadku ubrań przechowywanych w szafie!).

Nasz wariant zapachowy - "Fresh" - to "wspomnienie przyjemnej, nadmorskiej bryzy" - zapach uniwersalny, idealny także dla "płci brzydkiej";) W opakowaniu z różową nakrętką znajdziemy wariant "Bliss", czyli owocowo-kwiatową kompozycję. Butelka z ciemnożółtymi detalami to "Lavish" - "zmysłowe połączenie brzoskwini z wanilią i nutą karmelu oraz czerwonych róż".

Jakieś wady? Wczoraj prałam "wełnę", zatem ustawiłam pralkę na odpowiedni program, dodałam płyn do prania i rzecz jasna perełki (bo uzależniłam się od tego zapachu;)). Po otwarciu pralki i wyjęciu pierwszych sztuk odzieży okazało się, że będę miała nieco dodatkowej pracy... Pranie pięknie pachniało (i nadal to robi;)), ale na każdej wyjmowanej rzeczy były po kilka perełek. Nieco mniejsze, bo częściowo się rozpuściły, jednak widoczne, więc rzecz jasna trzeba było je usunąć. Nie zajęło to dużo czasu, smugi nie zostały, tylko było to nieco uciążliwe. Być może to wina pralki, a może po prostu program wełna nie konweniuje z perełkami tak dobrze jak inne programy. Jednak dla pełnego obrazu informuję. 

A ogólnie? Gorąco polecam! Jeśli lubicie ten miły dla nosa i jakoś tak podnoszący na duchu;) zapach świeżego prania, to wypróbujcie perełki zapachowe Lenor Unstoppables!

Katarzyna









Read On 0 komentarze

Słów parę o nowej domowniczce;)

22:50



Jednym z popularniejszych marzeń najmłodszych jest własny zwierz;) Czasem z rozmachem - owczarek kaukaski (Starsza wypatrzyła takiego milusińskiego i bardzo długo nas namawiała...), niekiedy o wiele skromniej - stryjek dziewczynek jako kilkulatek zapragnął mieć chomika, ale taki pupil według dziadka nie wchodził w rachubę. "To już lepiej psa wziąć" - powiedział - i tak też się stało. Z kolei w moim rodzinnym domu pies był zawsze, bo mój tata uwielbiał te zwierzęta. Nasze psy były "wielorasowe", ale i tak bardzo kochane.

Muszę jednak przyznać, że choć wychowywałam się "z psami", to moja wiedza na ten temat jest nikła. To nie były "moje" psy, ojciec zajmował się wszystkim, zresztą ostatni pies był z nami osiemnaście lat, więc czasy jego szczenięctwa jakoś mi się zatarły;)

Dlatego też nowy domownik wyproszony przez Starszą i wyczekany (bo marzenie o psie datuje się na czas, gdy miała pięć lat - od dwóch lat było to główne pragnienie i uznaliśmy, że teraz wreszcie możemy je spełnić, że jest na tyle odpowiedzialna, by się podopiecznym zająć) bardzo nas zaskoczył. Pod wieloma względami;)
Musimy przyznać, że nasz wybór przypominał nieco bezładną szamotaninę. Jakiż ten pies ma być? Jak duży? Która rasa będzie pokojowo - a nawet lepiej - radośnie;) koegzystowała z dwiema pannami, które nie szczędzą swoim pupilom atencji?;) Skąd tego pieska wziąć? Może niektórzy zwrócą nam uwagę, że najlepszym wyjściem byłoby uratowanie jakiegoś nieszczęśnika ze schroniska... Ale córce marzył się jednak mały piesek, szczeniak, który będzie u nas dorastać. Dlatego ucieszyliśmy się, gdy kolega opowiedział, że znajoma jego żony ma osiem szczeniaczków do oddania - za koszt szczepień, wizyt u weterynarza. Później okazało się, że ten koszt nieco inaczej się kształtuje, ale wiadomo - przyjaciel nie ma ceny i nie żałujemy ani złotówki;) Ja w każdym razie nie żałuje, bo rzecz jasna okazało się, że to raczej mój pies i do mnie należą wszelkie okołopsie działania;)  

Nie da się ukryć, że siedmiolatka, mimo że zapewnia o swej "dorosłości" i wielkiej odpowiedzialności, tak naprawdę blado sobie wyobraża opiekę nad psem. Przyznajemy, że i my sami przez pewne rzeczy zostaliśmy zaskoczeni. Do tej pory pod naszym dachem gościły koty. Nasza pupilka dożyła naprawdę sędziwego wieku, bo pełnoletności. Teraz mamy czteroletniego kota. Wcześniej też kota mieliśmy. Wszystkie te miauczące czworonogi w mig "łapały", o co chodzi z kuwetą - jeśli chodzi o psa, to nauka jest jeszcze trudniejsza niż z dzieckiem...;) Bywa, że i parę miesięcy to potrwa, a nierzadko i do roku się przeciągnie, zatem cieszymy się, że terakotę łatwo sprzątać... 

Przestudiowaliśmy wiele wpisów w sieci dotyczących psów tej rasy (czy też "w tym typie") - i jeśli chodzi o jedzenie, to polecana była bardzo gorąco jedna karma, która w naszym wypadku okazała się strzałem tak mniej więcej "w czwórkę", choć początkowo wydawało się, że to trafienie "kulą w płot";) Wielka torba karmy była jak wielki wyrzut sumienia, gdyż nasza suczka uznała, że jest ona niejadalna, zatem z rozmachem pluła nią na lewo i prawo... Z czasem pojawiły się nieco cieplejsze uczucia, choć entuzjazmu do dziś nie ma. Dlatego zdecydowanie lepszą opcją jest nabywanie niewielkich ilości i testowanie, jak też przypadnie do gustu naszemu czworonogowi. Może to i nieco drożej (w przeliczeniu) wyjdzie, ale unikniemy problemu - co też zrobić z tym workiem "niejadalnej" karmy?! 

Przygotujmy się na to, że cokolwiek  zostanie zjedzone... Naprawdę trudno jest upilnować, by pies nie zaanektował czegoś "atrakcyjnego" - zabawki, buty, elementy garderoby, książki... Nada się wszystko, nasza suczka z entuzjazmem porywa rozmaite rzeczy. Dobrze jest przygotować nieco zabawek, choć liczmy się z tym, że i tak atrakcyjniejsze będą te "owoce zakazane";) 

Ostatnio musieliśmy też w trybie pilnym zgłaszać się do pani weterynarz - bo lewe oko było w opłakanym stanie... Na szczęście cała ta przygoda zakończyła się pomyślnie, choć kosztowało nas to parę złotych... No właśnie - szczepienia, sterylizacja, rozmaite urazy - te wszystkie wydatki trzeba przewidzieć w naszym budżecie. Ale radość z posiadania psa jest nie do opisania! Wyznaję to ja - zatwardziała kociara;) 

Jeśli zatem rozważacie takie powiększenie rodziny, to potwierdzamy, że i dzieciaki stają się bardziej odpowiedzialne, i mamy okazję do przebywania na świeżym powietrzu (a spacery każdemu wyjdą na zdrowie). Wielka, niewyobrażalna radość:)

Katarzyna


Read On 0 komentarze

Co w handlu piszczy;)

09:55



Niektórzy znają z autopsji parogodzinne stanie w kolejkach po rzeczy "luksusowe", jak i te najbardziej podstawowe. Równie trudno było kupić wędlinę, jak i buty. Rzucone ręczniki znikały na pniu, mydła brało/kupowało się tyle, po ile kostek dawano;) Dziś zdecydowanie pułapka biega za myszą;) Sklepy małe i większe, centra handlowe, supermarkety, hipermarkety, sprzedaż internetowa, portale aukcyjne - możliwości nabycia rzeczy nam potrzebny jest mnóstwo.

Problem mają raczej handlowcy. Jak wzbudzić potrzebę posiadania tego i owego? Zmieniająca się moda, towary z "zaplanowanym" czasem działania, których nie opłaca się naprawiać, zresztą kuszą nowe możliwości kolejnych wersji danego urządzenia - to wszystko działa w pewnym zakresie. Dlatego też nie ma już mediów bez reklam - prasa, radio, telewizja są ich pełne, niekiedy odnosimy wrażenie, że to nie bloki reklamowe przedzielają fragmenty filmów, programów, lecz jest wprost przeciwne...

Jednak to wciąż mało. Nachalna reklama wylewa się ze skrzynek pocztowych falą ulotek, a ze zmasowanym atakiem muszą liczyć się ci, których numer telefonu trafi do puli przekazywanych sobie przez firmy, sprzedawanych "baz". Wówczas mamy pewność, że z nieznośną częstotliwością bombardowani będziemy ofertami nie do odrzucenia - telefon dzwoni niemal codziennie, możemy bez wychodzenia z domu, bez wchodzenia do sieci nabyć coś wprost bezcennego.

Oferty dzwoniących osób nie pozostawiają złudzeń - taki fantastycznych okazji nie można przegapić! Cóż to za skarby dosłownie za bezcen można nabyć... Unikatowe pozycje, ciekawe publikacje, tak potrzebne i użyteczne rzeczy, że aż dziw, jak do tej pory sobie bez nich radziliśmy! 

Szczególnie często - przynajmniej takie są nasze doświadczenia - proponowane są przeróżne wydawnictwa - rzecz jasna piękne, starannie wydane, interesujące... Białe kruki - można by powiedzieć, zatem i cena niewąska, ale z drugiej strony - jak zapewnia przemiły rozmówca - kurier będzie gratis:P

Przerwanie niekończącego się wywodu mającego na celu przybliżenie nam wszelkich zalet to niełatwe zadanie, na ogół wręcz niemożliwe. Do tego odmowa jest traktowana na zasadzie - "nie znaczy tak", zaczynamy się zastanawiać, czy mówimy niewyraźnie, czy też rozmawiamy z osobą, która w innym języku się porozumiewa? Ale przecież listę zalet oferowanego towaru przekazuje po polsku... Może ma ją zapisaną? Zresztą tak biegłe ich podawanie potwierdza tę teorię. "Zatem umawiam kuriera na jutro?", "Przyzna pani, że to niecodzienna oferta?" Przyznam albo i nie, czasem przecież każdego dnia nowe skarby za bezcen (to oczywiście przenośnia - bezcen w stosunku do niebagatelnej wartości wynikającej z przemowy dzwoniącego...) są nam proponowane.

Przechodząc do sedna - trzeba zachować trzeźwość umysłu, nie wierzyć ślepo w zapewnienia o niezwykłej okazji, rozważyć, czy dana rzecz jest nam naprawdę potrzebna. Wystarczy być asertywny. Ale jest pewien aspekt tego rodzaju handlu, który napawa niesmakiem. Na wzór naciągania na wnuczka mamy "przyjacielską sprzedaż"...

Mechanizm jest prosty - numery wzięte z książki telefonicznej gwarantują, że mamy do czynienia z ludźmi nieco starszej daty. Bezpośredni, serdeczny zwrot "na dzień dobry" wzbudza zaufania, za chwilę pada pytanie o zdrowie - i już senior jest kupiony... A towar sprzedany. Z praktyk pewnej firmy wydawniczej o szumnej nazwie wiążącej się z wielkopańskim tytułem dorzucę jeszcze jeden przykład nieuczciwej praktyki - dzwoniąca nieustannie pani słysząc głos nieco młodszej osoby niż te, które pragną uwieść swoją ofertą, stosuje "sprytny" wybieg, bo pyta o jakąś osobę, której imię wzięła "z sufitu". Gdy jednak w rozmowę włącza się osoba, której miała być przedstawiana kolejna ekstraoferta (mamy dwa aparaty telefoniczne), wówczas okazuje się, że pani nie szuka jednak "Brygidy" - "Pani Gieniu, słyszę, że nie jest pani sama w domu, zadzwonię później, wszystkiego dobrego"...

O pracę obecnie niełatwo, ale pewne praktyki są wysoce nieetyczne. Jeśli naciągnięcie starszego człowieka jest jedynym sposobem na sprzedaż produktu, to ocena tak działającej firmy może być tylko jedna...

Katarzyna

Read On 0 komentarze

"Wojciech Kossak. Opowieść biograficzna" - recenzja

01:00



Wiek dwudziesty zdaje się nie mieć tajemnic dla pary autorów: poprzednie ich pozycje tego właśnie okresu dotyczyły. Są to opracowania napisane barwnie, ze swadą, autorzy z zacięciem tropią ciekawostki, ustalają przebieg zdarzeń, relacjonują w sposób, który przykuwa uwagę i sprawia, że nawet osoby niepasjonujące się przeszłością zaczytają się w ich publikacjach. 

Tym razem uwaga autorów ogniskuje się na jednej postaci i przenosimy się nieco dalej w przeszłość niż w wiek dwudziesty -Wojciech Kossak urodził się bowiem ostatniego dnia 1856 roku. Z jego przyjściem na świat i planowanym chrztem związana jest ciekawa historia, gdyż rodzice mieli dwóch bardzo zacnych kandydatów do pełnienia tej funkcji. Jak wybrać z dwojga dobrego?;) Niesamowite zbiegi okoliczności czasem się przytrafiają i tak było tym razem: tuż przed północą urodził się Wojciech Kossak, a już pierwszego dnia kolejnego roku (dokładnie kwadrans tego dnia minął;)) na świat przyszedł brat bliźniak - Tadeusz. Chrzestnym pierworodnego został Horacy Vernet, ceniony malarz francuski, zatem przyszłość chrześniaka nie mogła być inna - czekała go wielka kariera malarska. Tym bardziej, że przecież i z malarskiej rodziny pochodził - jego ojciec był znanym batalistą. 

Takie ciekawostki, intrygujące opowieści czekają nas w każdym z rozdziałów dokumentujących życie i dokonania Wojciecha Kossaka. Mamy możliwość poznać niezbyt chętnie przykładającego się do nauki chłopca, który korzystając ze swego starszeństwa posyłała pilniejszego brata do odpowiedzi;), zagorzałego patriotę - już od młodych lat, bardzo uczuciowego (aż czasem za bardzo...) młodego mężczyznę - choć i bardzo zaawansowanego w latach także! Ale przede wszystkim widzimy artystę bez reszty oddanego tworzeniu, snującego wizje wielkich dzieł, dalekosiężne plany podboju serc i gustu odbiorców. I to w sytuacji, gdy tego typu twórczość, która dla niego była najwybitniejszym rodzajem sztuki - dzieła historyczne, batalistyczne, konkurowała z nowymi trendami. 

Obraz Wojciech Kossaka wyłaniający się z tej książki pokazuje nam go jako wybitnego malarza, starannie przygotowującego się do procesu tworzenia, z rozmachem planującego kolejne dzieła, którymi chce zadziwić publiczność, ale też jako ojca rodziny, dbającego o swych bliskich, z myślą o nich podejmującego różne działania, taśmowo malującego "Kossaki", bo i własne potrzeby lubiącego dbać o siebie mężczyzny oraz kolejnych dam serca wymagały sporych nakładów finansowych.

Jest patriotą, ale też czuje dumę z miana Hofmalera - "nadwornego" malarza cesarza Wilhelma; uważa się za szczególnie utalentowanego artystę i demonstracyjną wyższością traktuje wielu swych współpracowników, choćby tworzących z nim tak modne wówczas panoramy.

Autorzy ofiarowują nam ciekawy obraz Wojciecha Kossaka, widzimy człowieka żywego, barwnego, wielowymiarowego, zdolnego do wielkich czynów, ale nie pozbawionego wad. Jest to też świadectwo epoki, panujących zwyczajów, mód, ówczesnych politycznych orientacji. Maja i Jan Łozińscy posiłkowali się dostępnymi listami, artykułami prasowymi z tamtych lat, dziennikami i wspomnieniami. Lapidarne tytuły będące symbolicznym podsumowaniem danego etapu życia czy też dosłownym cytatem słów artysty zaciekawiają i zachęcają od bliższego poznania tej bez wątpienia niezwykle intrygującej postaci z firmamentu twórców parających się malarstwem w XIX i XX wieku. 

Polecam
Katarzyna






"Wojciech Kossak. Opowieść biograficzna"
Autorzy: Maja Łozińska, Jan Łoziński
Wydawnictwo Naukowe PWN
Oprawa: twarda
Liczba stron: 240
Format: 24,1x16,3 cm
ISBN: 978-83-0118-572-5


Read On 0 komentarze

Coś się kończy, coś się zaczyna...

16:42

Drodzy moi,
Przychodzi taki dzień, że z tego czym były utkane marzenia lat temu kilka zostaje tylko wspomnienie. Ten oto nastał właśnie i pora przekazać stery Kobietnika dalej. W tym miejscu dziękuję Wam wszystkim za czytanie, zaglądanie, lajkowanie i za komentarze krytyczne. Zawsze z Magdalią powtarzałyśmy, że bez Was nie ma Kobietnika. Nie dotrwaliśmy 5 lat, ale co tam, ważne, jak było a nie jak długo :)

Dziękuję wszystkim, którym chciało się pisać na Kobietniku:
- AgaKry
- Agnieszka
- Alcyna
- Anastazja Maria
- Asia
- Basia
- Edyta
- Ewelina
- Kasia
- Kobieta z Magdalii
- Lara Egaree
- Maciek
- Magda
- Martussa
- Nina
- Soanna
- wirtualnamonia
- Wojetk
- Wrooblonek
oraz tym którzy pisali gościnnie

Pieczę nad Kobietnikiem obejmuje Kasia, którą znacie ze solidnego recenzowania literatury dla najmłodszych na Innej Bajce :)

Łezkę ocieram, ale idę do przodu - będę tu
Zawsze możecie powracać do tekstów już napisanych. Do przeczytania gdzieś... kiedyś....

Gosia Rajchel



Read On 0 komentarze

Sos z podgrzybków

09:24

Rozpoczął się sezon na grzyby! Pachnące lasem skarby najlepiej zbierać samemu i cieszyć się z obcowania z naturą. Jednak gdy brak nam czasu lub najbliższy las oddalony jest wiele kilometrów od naszego domu, grzyby można kupić.  Preferencje smakowe grzybiarzy są różne. Ja osobiście najbardziej lubię kurki, kanie, borowiki i podgrzybki.


Z tych ostatnich zrobiłam w sobotę pyszny sos według przepisu mojej babci i mojej mamy. Podaję recepturę:

Składniki:
-        - 50 dag dowolnych grzybów (np. podgrzybków),
-        -  ok. ¼ kostki masła (dbający o linię mogą użyć oliwy),
-        - 3-4 łyżki kwaśnej śmietany 12% (lub jogurtu),
-        -  1 duża cebula,
-        -   ok. ½ szklanki wody,
-        -   sól, pieprz – do smaku,
-        -  natka pietruszki lub koperek.

Grzyby obrać, umyć i pokroić (sprawdzając czy nie są robaczywe). Masło roztopić a następnie zeszklić na nim pokrojoną w kostkę cebulę. Cebula nie może się zrumienić! Dodać grzyby oraz wodę i dusić pod przykryciem aż grzyby staną się miękkie. Przyprawić solą oraz pieprzem i dodać zahartowaną śmietanę. Śmietanę hartujemy w ten sposób, że dodajemy do dniej stopniowo kilka łyżek gorącego sosu, mieszamy i wlewamy ciepłą na patelnię z resztą sosu. Potem całość doprowadzamy do wrzenia, dodajemy posiekaną natkę pietruszki lub koperek i od razu podajemy! Tak przyrządzony sos serwujemy z ziemniakami, ryżem, kaszą, makaronem, gołąbkami lub po prostu z chlebem. Ze wszystkim smakuje wybornie!

Jeśli zbiory grzybów były obfite polecam ich zamrożenie. Zimą smakują jak świeże! Ja grzybów przed mrożeniem nie blanszuję (czyli nie sparzam we wrzątku). Po prostu umyte, osuszone i pokrojone wkładam do woreczków i zamrażam. Polecam!

Read On 2 komentarze

Obserwuj Kobietnik

Kliknij w obrazek a przejdziesz na naszą drugą stronę :)

Kliknij w obrazek a przejdziesz na naszą drugą stronę :)
Recenzje literatury dla dzieci i młodzieży

Statystyki wejść

Page Rank

Pozycjonowanie
Technologia Blogger.

Warte uwagi

Blog Kobiety z Magdalii :)

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Kobietnik patronem medlilnym

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *