Dla... takich uliczek. Majorka Cz.1

Kojarzona z tłumami pijanych i rozkrzyczanych turystów z Niemiec i Wysp Brytyjskich, hotelami-wieżowcami i parą Fryderyk Chopin - George Sand. Niekoniecznie w tej kolejności;) Największa wyspa u południowego wybrzeża Hiszpanii – Majorka.

W popularnych miejscowościach na południu – El Arenal, Can Pastilla, Palma Nova, Magaluf znajdziemy piękne, szerokie, piaszczyste plaże, z łagodnym wejściem do wody, wysokie budynki i gwar turystycznych knajpek, dyskotek oraz mnóstwo sklepów. To właśnie dlatego imprezowa młodzież czuje się tutaj dobrze. I właśnie dlatego uprzedzają się do Majorki Ci, którzy przylecieli w poszukiwaniu ciszy, spokoju i hiszpańskich klimatów.

Wystarczy jednak wsiąść do autobusu lub wynająć samochód, opuścić kurorty, by poczuć i zobaczyć piękno, jakie roztacza Mallorca- perła Balearów. Celów wycieczek jest tu bez liku. Niektóre nazwy to tajemnica sama w sobie – Andratx, Pollenca, Santa Ponca, Port de Soller, Fornalutx. Czasem, aby ustalić ich poprawną wymowę, trzeba odbyć zabawne rozmowy z tubylcami. Np. słowo Pollenca Polak(nie znający podstaw hiszpańskiego) wymówi „polenka” a Hiszpan „pojensa”. Na szczęście Majorka jest świetnie oznakowana, więc nie ma potrzeby często pytać o drogę. Jeśli jednak już się zgubimy, to najczęściej w małej wiosce lub w szczerych polach, a tam pytanie przechodniów o kierunek to czysta przyjemność. W ruch idą wtedy ręce, oczy i podbródek – czyli język ciała. Po kilku chwilach mamy lokalnego przyjaciela lub przyjaciółkę i odjeżdżamy, nadal nie wiedząc dokładnie gdzie, ale żegnani, jak nam się wydaje, życzliwymi słowami, uśmiechami i serdecznym machaniem rąk. Dzień lub wieczór po takim spotkaniu musi być udany:)

Katedra La Seu
W poszukiwaniu typowo hiszpańskich miejscowości udaliśmy się z blokowiska w El Arenal, gdzie mieszkaliśmy, na wschód. Pierwszą miejscowością na naszym szlaku była oczywiście stolica – Palma de Mallorca. Już z daleka powitał nas widok nadzwyczaj imponującej katedry La Seu. Jest to klejnot architektury hiszpańskiej, w jej renowacji brał udział sam Antonio Gaudi (mój ulubiony architekt). Fontanna pośrodku jeziora oraz pałac Almudaina i ogrody u stóp świątyni dopełniały widoku. Stare miasto Palmy to labirynt uliczek, wyłożonych lśniącym w świetle słońca lub latarni kamieniem. Kończą się na małych placykach z wodotryskami lub wiekowymi, poskręcanymi oliwkami, by za chwilę rozpłynąć się we wszystkich kierunkach i znów zbiec przy kolejnym skwerku. Kamienice są wysokie, okiennice pozamykane przed upałem południa lub przed ciekawskich wzrokiem o północy. Często można jednak zajrzeć do półotwartych przedsionków na parterze i zobaczyć przedmioty i meble ustawione jak w muzeum – piękne koronkowe obrusy, antyki, gustowne bibeloty, obrazy w rzeźbionych ramach, zdjęcia rodzinne i kwiaty w wazonach – wszystko to czekające w pogotowiu, żeby zaświadczyć, że mieszkańcy cenią sobie piękno i porządek.

Palma de Mallorca
Największe wrażenie ta plątanina wąskich ulic zrobiła na mnie wieczorem. W każdej z nich było pusto i cicho a brukowane podłoże lśniło na pomarańczowo ze wszystkich sił. Nawet małe rynki zastygły w bezruchu i tylko gdzieniegdzie, zza okiennic, słychać było jakąś tęskną hiszpańską melodię. Ciekawie spoglądaliśmy za każdy róg i szliśmy oniemiali pod ścianami zabytkowych budynków. Był sobotni wieczór a w centrum, na starym mieście ani żywego ducha. Oprócz nas:) Ach, uwielbiam tak zwiedzać, kiedy nie wpadam co chwilę na turystę z aparatem.

Na przestrzeni paru lat (i podczas kilku wizyt na tej pięknej wyspie) okazało się, że wieczorami a czasami, w mniejszych miasteczkach, i w ciągu dnia, można mieć ten właśnie luksus – być samemu lub tylko z tubylcami. W zabytkowych miejscowościach w górach na zachodzie, na równinach na wschodzie jeść w barach tapas i na placykach pod ogromnymi fikusami lub eukaliptusami pić wyborną kawę. Nie w tłumie przyjezdnych ale obok mieszkańców palących fajkę, pijących lokalne likiery czy grających w szachy lub karty. Często łapaliśmy się na spostrzeżeniu „nikogo tu nie ma” – jesteśmy tylko my i Hiszpanie:)


Na Majorce takich cudownych, zagubionych w czasie miejsc jest mnóstwo. Słynna na cały świat (to tutaj Fryderyk Chopin spędził pewną srogą i wilgotną zimę z George Sand) a jednak jeszcze spokojna i senna, Valdemossa. Jest tu klasztor i cela, w której mieszkał nasz rodak i genialny kompozytor, a z tarasu rozległy widok na zieloną, ukwieconą dolinę okalającą miasteczko. W budynku obok, w określonych godzinach, można posłuchać koncertu chopinowskiego.

Valdemossa słynie też z obowiązkowych zielonych okiennic i domów z trochę zbyt dopieszczonych detalami: rzeźbionymi drzwiami, ściennymi obrazkami i schodkami przed wejściem do domów. Doniczki z roślinami zawieszane są na murach i w dużych ilościach wystawiane na ulice z kamienia. Wszystkie małe i większe miejscowości na Majorce, które widziałam, są z tego budulca– od bruku po szczyty ścian domów i kościołów – wszystko kamienne. Większość budynków ozdobiona jest ceramicznymi, kolorowymi obrazkami z wizerunkami świętych lub nazwami ulic czy numerami domów.

Zostań fanem Kobietnika na Facebooku


W takich miejscach nie mogę się powstrzymać i pstrykam zdjęcia bez opamiętania. Kilka lat temu byłam z moją mamą w Rzymie. Wieczne miasto, jak wiadomo, obfituje w tysiące pięknych zaułków i ulic(o fontannach nie wspomnę;). Wpadłam w taki szał fotografowania, że moja mama zagroziła, że jeśli zrobię jeszcze jedno zdjęcie „uliczce” - zabierze mi aparat. To były czasy filmów z określoną ilością klatek do wywołania a w planach miałyśmy jeszcze długie zwiedzanie. Teraz mam aparat cyfrowy, z kartą o dużej pojemności, więc wszystkie uliczki mogą być moje!:)

Czytaj część drugą

                                                                                                 Kobieta z Magdalii
fot. Kobieta z Magdalii
travelcenter.pl








Komentarze

  1. Bardzo dobrze piszesz Kobieto z Magdalii, można wyobrazić sobie jak tam pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo:)c.d. na pewno już wkrótce:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Spam usuwamy, prosimy o komentarz na temat artykułu :)