Kim on jest? - Pilot opowiadania




Byłam wtedy już dziennikarką i felietonistką. Pisałam dla znaczących pism krajowych. A rozpoznawalność moja była na tyle duża, że znajomości z artystami rożnych dziedzin tworzyły się z dnia na dzień. Tak jak z L.D. W apartamentowcu ją poznałam, tam, gdzie i ja mieszkałam. W windzie.  Ot, rozmowa o kwiatach doniczkowych. Nawet ta znana aktorka, na tarasie miała dziesiątki doniczek i sama o nie dbała. Dla niej było to tak oczywiste, że w życiu trzeba o coś zabiegać, coś pielęgnować. Nie obnosiła się z normalnością, ale taka była. 

Tego wieczoru było akurat u niej małe przyjęcie, z członkami ekipy filmowej. Znałam znaczną część aktorów i kilka osób z obsługi technicznej. Byli przyjaźni, nie zmanierowani. L.D. wiedziała, że zaproszenie mnie to nie to samo co zaproszenie dziennikarzyny z podrzędnego brukowca. Nie zajmowała się plotkami na swój temat, a mnie darzyła szczerą sympatią. Za to także ja lubiłam. 

Siedziałam już zmęczona, po dniu w redakcji, na kanapie i słuchałam akurat o świetle na planie, gdy jakaś siła kazała mi odwrócić głowę. Walczyłam z nią, bo rozmowa wciągnęła mnie. Poddałam się, na wprost stał facet, szatyn, wysoki, tak z metr osiemdziesiąt osiem, jak na moje oko. W tej samej chwili też na mnie spojrzał. Miał coś w oczach, co wzbudzało we mnie strach, a równocześnie pociągało. Czułam się jak gdyby  "Twin Peaks" działo się tu i teraz. Ten gość miał diabelskie spojrzenie. Szybko wróciłam do kamerzysty, ten miał wzrok spokojny i jasny. Znowu na faceta podpierającego ścianę. I znowu odwrócił w tym samym czasie głowę. Albo za dużo drinków, albo... 

Przeprosiłam Edka filmowca i poszłam do łazienki. Pierwsza myśl jaka mnie ogarnęła to, że jestem zmęczona. Bałam się popatrzeć w lustro, bo wyobrażałam sobie zobaczyć tego diabła w odbiciu.  Oblałam twarz wodą. Siadłam na muszli. Trwałam tak kilka chwil. Postanowiłam w końcu wyjść. I co?

Nie było żadnego podpieracza ścian. Ucałowałam tylko L.D. w policzek i poszłam do siebie.

Minęły dni, tygodnie, miesiące. Facet o diabelskim spojrzeniu nie pojawił się więcej, aż do dnia premiery mojej pierwszej powieści. Tego spojrzenia nie sposób było nie pamiętać  Podpisywanie książki, która dostała bardzo dobre recenzje odbywało się w dużej księgarni, znanej każdemu Polakowi. Siedziałam na nawet wygodnym fotelu i robiłam zamaszyste autografy, czasem dodając krótkie dedykacje. I akurat podniosłam głowę i chciałam jedną ręką sięgnąć do torebki, po chusteczkę do nosa... Odwrócona lekko bokiem względem moich czytelników podniosłam głowę i on tam stał. Znowu to spojrzenie, wywołujące dreszcz grozy i z drugiej strony wciągające, zapraszające "podejdź". Ale jak? Kolejka ciągle długa. 

Postanowiłam, że teraz nie spuszczę go z oka. Kątem oka zerkałam tam, on na mnie podobnie. I byłoby mi się udało, gdyby nie Betka, koleżanka z podstawówki. Rozgadałam się z nią i facet rozpłynął się w powietrzu. 

Wieczorem organizowałam u siebie przyjęcie. Mieszkałam teraz w większym apartamencie. O listę gości zadbała moja agentka. L.D. także była zaproszona i przyszła.
- Gratuluję sukcesu wydawniczego - powiedziała na powitanie. - Może wersja kinowa będzie, to wiesz. - mrugnęła z żartem okiem.
Śmiałyśmy się głośno. Miło było - muzyka, wino, przekąski. Z większością gości udało mi się porozmawiać. Niesamowite, że ta moja książka tak się spodobała. To chyba ktoś inny, no bo nie ja, maczał w tym palce.

Gdy tak rozmyślałam w jednej z niewielu chwil samotności na tym spotkaniu, poczułam na sobie wzrok. Nie musiałam patrzeć czyj. Kim on jest? Co tu robi?

Podeszłam do L.D., gdy już miałam zapytać kim jest...nie było go. Rozpłynął się w powietrzu.

Zwariowałam! To jakiś obłęd. Nie może tak być, że ktoś pojawia się i zaprząta moje myśli i nie wiem jak do niego dotrzeć.

Tej nocy długo nie mogłam spać. Położyłam się, gdy już do ranka było blisko i mimo zmęczenia, po pełnym wrażeń dniu, sen mnie olał. Nie przychodził. Chyba w końcu zasnęłam... śniłam o koledze ze średniej, który nigdy nie miał śmiałości zrobić "kroku", a jego spojrzenie mówiło mi wszystko. W końcu, ale tylko we śnie, na jednej z wycieczek odważył się. We śnie byliśmy dzicy i nienasyceni. To taki typ marzeń sennych, z których nie chcę się budzić...

Dzwonek wyrwał mnie ze snu. Nie wiedziałam co się dzieje, do momentu zobaczenia dzwoniąco- wibrującego telefonu.
- Cześć, tu Bartek.
- Bartek? Jaki Bartek?
- Z klasy, ze średniej... - usłyszałam i już poznałam, głos faceta który chwile temu... we śnie...
- A skąd masz mój numer? I dlaczego dzwonisz?
- Bo chciałbym się z tobą zobaczyć. A numer? Nie pytaj, udało się i to jest najważniejsze.
Siadłam na łóżku z wrażenia. No, no. Sny jednak się mogą ziścić..
- Dobrze, chętnie. To gdzie i kiedy?
Umówiliśmy się na wieczór.


Gosia

Od powodzenia pilota zależy czy opowiadanie będzie kontynuowane. Im większe zainteresowanie tym większe szanse na kolejne odcinki :)

odc 1 


Komentarze

  1. Czekam z niecierpliwością na kolejną część, bo mam już w głowie pomysł na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spojrzenie iście diabelskie....ach:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. i gdzie gdzie jest ciąg dalszy ??

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Spam usuwamy, prosimy o komentarz na temat artykułu :)