Osobliwości Kos





W każdą podróż wybieramy się po coś. Chcemy pozwiedzać, odpocząć, opalić się, poznać inną kulturę, zjeść zaskakujące potrawy, przywieźć niespotykane w naszym kraju pamiątki, oddać się totalnemu lenistwu na leżaku z drinkiem lub książką w ręku lub zobaczyć co się tylko da i przywieźć tysiąc zdjęć. My( ja i W.) wybraliśmy podczas wakacji na Kos każdą z tych opcji po kawałku ale nie ukrywam, że zaglądanie w mysią dziurę to moja(nasza) specjalność. Nie przepuszczę wąskiej uliczce, ciekawej, otwartej(lub pół przymkniętej;) bramie, ruinom czy flamingom a W. specjalizuje się w odnajdowaniu górskich, zapomnianych osad i zatok  na końcu szutrowych, wyboistych dróg z tysiącem zakrętów.
W poszukiwaniu lokalnych ciekawostek powęszyliśmy też na Kos i chociaż wyspa jest mała, niezbyt górzysta i, wydawałoby się, że można ją zwiedzić w dwa dni i później nudzić się przez resztę pobytu, to nasze dwa tygodnie na wyspie obfitowały w pozytywne zaskoczenia i kilka ciekawych miejsc.


Okolice Kefalos słyną z pięknych plaż ale Agios Stefanos jest z nich wg mnie najbardziej niesamowita, bowiem znajdują się na niej ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki pod wezwaniem Św. Stefana. Chodząc wśród rzeźbionych kolumn, pozostałości po murach i kamieni, które kiedyś stanowiły część tej potężnych rozmiarów budowli, wyobrażałam sobie ludzi, którzy kiedyś przychodzili tu poprosić bogów o przychylność i ze stopni bazyliki mogli wejść wprost do orzeźwiających wód zatoki. Nie jestem pewna czy kąpiele morskie były wtedy w modzie, więc może po prostu po wyjściu na stopnie świątyni patrzyli na morze lub poprawiali krótką tunikę i być może wieniec laurowy na głowie;) Cokolwiek by nie robili przed wiekami, do dziś czuje się w tym miejscu ducha wieków.
Dodatkowym atutem plaży jest widok na wyspę Kastri z małym, biało-niebieskim kościółkiem.






















Kozy na Kos, tak jak w całej Helladzie to bardzo częsty obrazek. Wskakują na niższe drzewa, chodzą po górach i...rządzą na drogach. Kiedy ich dumne stado postanowi przejść po szosie- nie ma rady - ruch wstrzymany, samochody stoją a pasażerowie obserwują.





Skręcając w boczną drogę, można dojechać do zamku co się zowie! W samym środku niczego, czyli łąk i pól, na bezludnym wzgórzu, gdzie tańczy wiatr.











Sprytni Grecy trójkołowcami(to określenie podrzucił mi kolega Eden - handluje samochodami, więc wie;) - jednoosobowymi pojazdami jeżdżą po zakupy lub zwożą do miasta płody rolne ze swoich pól. Nie wiem co na to ich żony, ale mężowie na pewno są zadowoleni, że jadąc na zakupy nie muszą zabierać swoich lepszych połówek - nie ma dla was miejsca, miłe panie! Oczywiście, jest też druga strona medalu - kiedy to kobieta postanowi wybrać się do sklepu, będzie mogła kupić ile się da - z tyłu jest pojemny bagażnik - przyczepka, pomieści przynajmniej dziesięć par butów i mnóstwo torebek.






W stolicy wyspy, mieście Kos, na każdym kroku "potykamy się" o "starożytności". W upalne dni możemy schronić się w cieniu grubych murów by podziwiać misterne zdobienia.

























Przed przyjazdem na Kos wiele słyszałam o tamtejszych naturalnych termach. Pojechaliśmy je zobaczyć, zeszliśmy stromą, szutrową drogą w dół i oto co zastaliśmy na miejscu: w malowniczej scenerii, w otoczeniu wysokich skał, zieje rów wykopany w kamienistej plaży, prowadzący od miejsca skąd gorąca, termalna woda wypływała spod ziemi a jego koniec ginął w miejscu gdzie fale obmywały żwirowy brzeg morza. Po jednej stronie rowu leżała łopata, za pomocą której ktoś od czasu do czasu pogłębiał dół, żeby więcej wody spływało do morza. W morzu czyjeś pracowite ręce zbudowały półkolisty mur-tamę - kamienie zatrzymywały wodę termalną, ta łączyła się z chłodną morską i tworzyła naturalny basen, na brzegu którego wylegiwało się "stado lwów morskich". Zobaczcie zresztą sami. Dodam tylko, że woda w kamienistym rowie była bardzo gorąca. Zanurzyłam w niej tylko stopy, które od razu zrobiły się czerwone i musiałam przebierać nogami, żeby wytrzymać tę wysoką temperaturę. Nie wiem jak ludzie leżący w miejscu, z którego wypływał ten ukrop mogli tam spokojnie leżeć, dodatkowo z błogim wyrazem twarzy.










A na koniec znaleziony w górach kwiatek w kratkę.





Kobieta z Magdalii
fot. Kobieta z Magdalii


Komentarze